sobota, 22 marca 2008

Na Święta dla Was- Dezyderata


Natknęłam się właśnie na tekst, który oddaje sens wszelkich życzeń. Jest to Dezyderata napisana przez Maxa Ehrmanna. Więcej o tym znajdziecie tutaj.
Dezyderata, czyli to, co pożądane, upragnione... a więc proszę bardzo:

"Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech, i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy.

O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie bądź na dobrej stopie ze wszystkimi.
Wypowiadaj swoją prawdę jasno i spokojnie, wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoja opowieść.
Unikaj głośnych i napastliwych - są udręką ducha.
Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie.

Niech Twoje osiągnięcia zarówno jak plany będą dla Ciebie źródłem radości.
Wykonaj swą pracę z sercem - jakakolwiek byłaby skromna, ją jedynie posiadasz w zmiennych kolejach losu.
Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa.
Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty; wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.

Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia.
Ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa.
Przyjmij spokojnie co Ci lata doradzają z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości.

Rozwijaj siłę ducha, aby mogła Cię osłonić w nagłym nieszczęściu.
Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.
Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny.
Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj.
I czy to jest dla Ciebie jasne, czy nie - wszechświat bez wątpienia jest na dobrej drodze.

Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek On Ci się wydaje,
czymkolwiek się trudzisz i jakiekolwiek są Twoje pragnienia, w zgiełkliwym pomieszaniu życia zachowaj spokój ze swą duszą.
Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat.
Bądź pogodny.
Dąż do szczęścia."


Wydaje mi się, że nic więcej nie trzeba dodawać :)
Z pozdrowieniami świątecznymi,
Ewa

piątek, 21 marca 2008

Być jak trzmiel :)


Ile razy w życiu zdarzyło Wam się nie podjąć jakiegoś wyzwania, tylko dlatego, że uważaliście, że nie podołacie temu, że się do tego nie nadajecie i na pewno poniesiecie porażkę, więc nie warto w ogóle zaczynać. No właśnie... pewnie każdy chociaż raz w życiu miał taki przypadek. A nawet jeśli nie miał, to będzie miał (chociaż mam nadzieję, że po przeczytaniu tego posta już nic nie będzie dla Was niemożliwe :) ).

Jest sobie taki owad. Trzmiel się nazywa :) Na pewno go kojarzycie: taki grubasek z małymi skrzydełkami :) Okazuje się, że przeczy on wszelkim prawom fizyki. Jego ciężar ciała jest zbyt duży w porównaniu z małymi skrzydełkami, a co za tym idzie NIEMOŻLIWE jest to, żeby mógł latać. Ha, czyżby?! Przecież on lata. A dlaczego lata? Bo nie wie, że nie powinien latać, nie wie, że to niemożliwe. Dla niego nie ma rzeczy niemożliwych. Więc skoro taki mały owad może osiągać to, co jest powszechnie uznawane za niemożliwe, to dlaczego my tego nie możemy?

Wydaje mi się, że tylko dlatego nie osiągamy tego, czego chcemy, bo się boimy. Nie potrafimy bezwiednie dać się ponieść naszym pragnieniom, bo w naszej naturze leży racjonalizacja wszystkiego. Zaraz zaczynamy wszystko kalkulować, zastanawiać się, czy na pewno damy radę, czy to nie będzie nas zbyt wiele kosztowało itd. itd. I zazwyczaj dochodzimny do wniosku, że lepiej dać sobie z tym spokój.
A może powinniśmy się zachowywać jak trzmiel? Lata sobie spokojnie i nawet nie wie o tym, że nie powinien. Może czas przestać się zastanawiać nad własnymi słabościami, a najlepiej całkiem o nich zapomnieć i dążyć do zaspokojenia swoich potrzeb. Takim jedynym czynnikiem, który hamuje nasze działanie jest strach.

Ale czy na pewno chcemy, żeby taki marny "ktoś" determinował nasze życie? Chyba nie, prawda? A raczej na pewno nie :)


edit 21:40
:) jakiś czas temu zamówiłam sobie subskrypcję z cytatami ze strony www.osiagacz.info ... właśnie teraz odebrałam maila i dostałam cytat, który może być idealną puentą do dzisiejszego posta:

"Osiągnęlibyśmy znacznie więcej, gdybyśmy nie uważali niektórych rzeczy za niemożliwe." Vince Lombardi

wtorek, 18 marca 2008

Kurs na gwiazdy


Przedstawię dzisiaj pewną przypowieść, którą znalazłam w książce "Alchemia >Alchemika<". Są to rozmowy Wojciecha Szczawińskiego z psychoterapeutą Wojciechem Eichelbergerem.
Podczas jednej z rozmów dotyczących odwagi pan Eichelberger przytoczył taką oto przypowieść:

Pewnego razu ojciec, syn i osioł podróżowali przez góry. Gdy przybyli do jakiejś wioski, ojciec dosłyszał komentarz przechodniów:
"Popatrzcie, jaki głupi człowiek! Wiezie dzieciaka na ośle, a sam ledwie się trzyma na nogach".
Mężczyzna speszył się, spędził syna z grzbietu zwierzęcia i sam zajął jego miejsce.

Po paru godzinach podróżnicy dotarli do kolejnej wioski. Do uszu ojca dobiegły słowa: " Zobaczcie jaki okrutny człowiek! Siedzi sobie wygodnie na ośle, a synowi każe iść piechotą".
Podróżnik zawstydził się i usadowił obok siebie dziecko.

Gdy przybyli do następnej wioski, usłyszał:
"Spójrzcie, jacy źli ludzie! Obaj usiedli na ośle, a biedne stworzenie aż ugina się pod ich ciężarem!".
Słysząc to, ojciec i syn zsiedli z osła i poprowadzili go za sobą.

W kolejnej wsi usłyszeli krzyki i śmiechy:
"Ale szaleńcy! Mają osła, a podróżują piechotą!"


Eichelberger skwitował to przywołując słowa jakiegoś amerykańskiego admirała:

"Ludzie w życiu powinni brać kurs na gwiazdy, a nie na światła przepływających obok statków"

Jak często sami kierujemy się opinią innych ludzi? Boimy się coś zrobić, żeby się nie ośmieszyć. Bo, co ludzie powiedzą?! Jak tak sobie myślę o tym czasem, to wydaje mi się to totalną głupotą :) Wiadomo, że żyjemy w społeczeństwie, obowiązują nas jakieś normy i w niektórych sytuacjach wręcz wskazane jest zachowanie zgodne z jakimiś kanonami.
Jednak jeśli chodzi o moje życie, to staram się kierować swoim własnym zdaniem, własnym pragnieniem. Chcę robić coś, co jest zgodne ze mną, a nie z tym, czego oczekują ode mnie inni. Przyznam szczerze, że kiedyś bardzo przejmowałam się tym, co o mnie myślą ludzie.Teraz już mniejszą wagę do tego przywiązuję. Liczy się dla mnie opinia bliskich mi osób. Nie potrafię puścić mimo uszu ich uwag czy też rad, bo wiem, że mnie znają i zależy im na moim szczęściu. Nawet jeżeli niekoniecznie do nich się dostosuję, to bardzo sobie je cenię (naprawdę:) ).
Natomiast przed osobami, które nie mają pojęcia o tym, jaka jestem, nie mam zamiaru udawać na siłę kogoś lepszego. A tymbardziej przejmować się tym, co o mnie myślą. Ktoś, kto mnie nie zna, ma przecież zafałszowany obraz mojej osoby, a nikogo nie mogę zmusić do tego, żeby zmienił zdanie na mój temat :) Jedyne, co mogę zrobić, to nie przejmować się tym i dzięki temu mieć zdrowszą psychikę :)
Poza tym myślę, że często zdarza się tak, że ludzie robią coś wbrew sobie pod tzw. publiczkę. Chcą się komuś przypodobać, zdobyć czyjeś uznanie... tylko po co? Jeżeli ktoś nie jest sobą, to prędzej czy później zmęczy się graniem i dostosowywaniem do środowiska.
Jeżeli człowiek zna swoją wartość i wie, do czego dąży, to będzie konsekwentny w swoim działaniu. Nawet w takim wypadku, kiedy na jego drodze pojawią się ludzie, którzy będą wiedzieli "lepiej", co jest dla niego dobre. Osobiście irytują mnie hasła typu: "a po co Ci to?", "daj sobie z tym spokój", "szkoda Twojego czasu".
Jeżeli postawiłam sobie jakiś cel, to po pierwsze: wiem, dlaczego... po drugie: nie dam sobie z tym spokoju i po trzecie: każda rzecz, która przybliża mnie do jego osiągnięcia nie jest dla mnie stratą czasu :) Czas i tak płynie, a ja wolę żeby płynął wartkim strumieniem, a nie przelewał mi się anemicznie przez palce.
Jaki z tego morał?
Jeżeli macie jakieś cele, które pragniecie osiągnąć, to nie pozwólcie innym ludziom odebrać sobie szansy ich realizacji.
Patrzcie przed siebie, koncentrujcie się na tym, co chcecie zrobić, a nie na "dobrych' radach "życzliwych" ludzi :)

czwartek, 13 marca 2008

Kręć nóżkami, naciskaj na pedały i jedź do przodu :D

Każdy student doskonale wie, co to znaczy sterta kserówek zbierana niemal codziennie, żeby móc przygotować się na zajęcia. Ot, taka sobie nasza rzeczywistość :) Nieważne, że potem niemalże topimy się w tym wszystkim, a czasami nawet nie korzystamy z tego.
Ale do czego zmierzam? Bo na pewno nie mam zamiaru robić tutaj analizy tego, czy ksera są nam potrzebne, czy też nie :)
Zmierzam do tego, że całkiem niedawno pozytywnie się zaskoczyłam. Po raz pierwszy chyba miałam coś takiego, że czytając tekst na zajęcia zwróciłam uwagę na coś, co można odnieść do naszego życia... Co prawda jestem na takiej specjalności, że prędzej czy później większość z tych rzeczy w życiu będzie można wykorzystać.
W każdym razie natknęłam się na słowa, które idealnie można odnieść do naszego ciągłego rozwoju:

"aby (wspólnotowy) 'rower' nie przewrócił się, trzeba nieustannie naciskać na pedały i poruszać się do przodu, gdyż w innym przypadku grozi niebezpieczny upadek"

Myślę, że dokładnie tak samo jest z naszym dążeniem do celu i zrealizowania swojej misji życiowej. Jeżeli naprawdę bardzo nam na czymś zależy, to bezustannie działamy tak, żeby nie zmieniać raz obranego kierunku. Oczywiście zdarzają się chwile słabości. Sama je mam... myślę sobie: "po co mi to wszystko?", 'nie chce mi się" itd.

Na szczęście ostatnimi czasy właściwie w ogóle w ten sposób nie myślę. Staram się naciskać na te pedały jak najmocniej.
W końcu upadek z roweru może bardzo boleć, prawda? A ja nie lubię, jak mnie coś boli :)
Wiadomo, że nic nie przychodzi od razu i wszystkiego trzeba się uczyć. Wyrobić w sobie jakieś nawyki. Przecież każdy z nas uczył się kiedyś jazdy na rowerze. Ja do tej pory pamiętam, jak się cieszyłam, kiedy w końcu tata odkręcił mi te małe kółeczka i mogłam śmigać na dwóch, jak prawdziwy rowerzysta :D A jazdy na rowerze nigdy się nie zapomina.

Dokładnie tak samo jest z naszym życiem. Na początku może być trudno z wyrobieniem odpowiednich nawyków. W pierwszym stadium "jeździmy" jeszcze na tych czterech kółeczkach z asekuracją, ale z czasem doskonalimy się, idzie nam coraz lepiej, odnosimy sukcesy, aż w końcu śmigamy na dwóch kółkach ciesząc się, że osiągnęliśmy to, do czego zmierzaliśmy. A wszystko dzięki temu, że nieustannie naciskaliśmy na pedały i poruszaliśmy się do przodu :)

(specjalne pozdrowienia dla "społeczniaków" :D ten cytat to z Anioła na europejską politykę społeczną :) )